a-nio-ek | e-blogi.pl
Plan 2014-01-23

Budzik. Otworzyć oczy. Wstać. Zjeść coś-muszę coś zjeść, on na pewno sprawdzi czy coś jadłam. Kawa, wypić kawę, to powinno pomóc. Nie myśleć, zająć czymś myśli, tak żeby o tym nie myśleć. Nie rozpamiętywać, nie zastanawiać się czy mogłam coś zrobić lepiej, inaczej, po prostu zapomnieć. Chociaż nie, nie mogę o tym zapomnieć, nie mogę o NIM-NIEJ zapomnieć. Jak zapomnieć o marzeniach, o planach, o tej niemożliwej do opisania radości która się pojawiła razem z NIM-NIĄ. Chce zapomnieć o tym co było potem o tym bólu, bezsilności o tej pustce...


Stracone marzenia 2014-01-23

Najtrudniej pogodzić się z tym, że coś się skończyło, człowiek żyje w przekonaniu, że złe rzeczy przytrafiają się innym, więc trudno sobie poradzić. Na początku czułam się jakby świat stanął w miejscu, zamknęłam oczy i czekałam, aż się obudzę-przecież to niemożliwe nie mogło się stać, nie mnie. On tylko przytulił mnie mocno i razem czekaliśmy, aż cały świat wokół zniknie. Tylko lekarz był spokojny, zrobił usg, wypisał papiery i powiedział: "takie rzeczy się zdarzają, nic nie można zrobić". I wtedy świat się zawalił. Tak po prostu. Od tamtego momentu nic już nie jest takie samo i chyba nigdy nie będzie, nie chcę żeby było. Najgorsze było wstać i wyjść. Dla mnie ten szpital, ten ostry dyżur był ostatnim miejscem gdzie wszystko mogło się jeszcze ułożyć, wyjście stamtąd oznaczało pogodzenie się, zaakceptowanie, oznaczało, ze muszę żyć dalej, a w tamtym momencie było to ostatnie na co miałam siłę....


19.03.2013 2013-03-19

A gdyby tak wszystko rzucić i rozpocząć życie od nowa? Co tak naprawdę powstrzymuje nas przed spełnieniem swoich marzeń, nie tych „poprawnych”, tylko tych wstydliwych, głęboko ukrytych. Dlaczego tak często dajemy się wpasowywać w schematy stworzone przez społeczeństwo, rodzinę, czy też nas samych- bo tak należy? Często w swoich tekstach poruszam temat marzeń, bo uważam, że są jednym z ważniejszych aspektów naszego życia. Kiedy kończyłam studia uważała, że moim marzeniem jest znalezienie pracy, wyjście za mąż i posiadanie dzieci, ale czy to były tak naprawdę MOJE marzenia.


Kiedy byłam mała uważałam, że będę podróżować po świecie, poznawać  interesujących ludzi i miejsca. Nie chodzi mi o wyjazdy do kurortów turystycznych, tylko o odwiedzaniu miejsc ciekawych, może trochę niebezpiecznych. Chciałam być niezależną kobietą decydującą sama za siebie. A potem pojawiło się życie, które po konfrontacji z moimi marzeniami okazało się brutalne- skąd wezmę na podróże, jak zareagują moi rodzice kiedy oświadczę że chcę tułać się po świecie, co może złego mi się przytrafić.  




Zazdroszczę ludziom, którzy mają odwagę żyć tak jak tego chcą, bez względu na przeszłość którą pozostawiają po sobie.  Myślę, że jest to związane z umiejętnością bycia samolubnym. Ogólnie ta cecha charakteru uważana jest za negatywną, ale tak naprawdę-dlaczego? Dlaczego nie możemy myśleć tylko o sobie, o własnym szczęściu, o własnym życiu. Dlaczego często to co myślą inni jest dla nas ważniejsze od własnego zdania, własnej intuicji, własnych marzeń? Niestety nie poznałam jeszcze odpowiedzi na to pytanie- zresztą jakim świat byłby miejscem gdyby wszyscy robili tylko to co kochają, tylko to co chcą…?


Epilog 2013-03-13

Jeszcze rok temu nie podejrzewałabym, że moje życie będzie tak wyglądać, w ciągu ostatnich 12 miesięcy zmieniło się chyba wszystko. Zaczynając od stanu cywilnego do kraju w którym przyszło mi mieszkać. Żeby ktoś mógł zrozumieć moją historię musiałabym chyba zacząć od samego początku, tzn od 16.04.2011…


Siedziałam sama w naszym mieszkaniu studenckim, teraz wydaje mi się to dość wyjątkowe, ponieważ naprawdę trudno zostać samemu w mieszkaniu gdzie razem mieszka 7 osób. Tak czy inaczej wszyscy gdzieś wyjechali i zostałam tylko ja. Na początku weekendu byłam zachwycona tym zbiegiem okoliczności. Gdy mieszka się w takim stadzie, na dodatek z kimś w pokoju to zaczyna człowiekowi brakować poczucia prywatności. Tym bardziej gdy taki stan rzeczy trwa już od prawie 4 lat. Tak więc po wzięciu bardzo długiej kąpieli, zjedzeniu w spokoju i posłuchaniu starych przebojów Grechuty na pełen regulator, najnormalniej zaczęłam się nudzić. Z braku pomysłów na lepsze i ciekawsze zajęcia weszłam na czat. Nie pamiętam już ani jaki miałam login ani na jakim portalu się znalazłam, ale nie minęło kilka minut jak zaczęłam rozmowę z kimś  z Wrocławia. Szczerze mówiąc nie jestem fanką nawiązywania znajomości w taki sposób, a rozmowy na temat koloru włosów i oczu szybko mnie nudzą. Tak więc gdy po 10-20 minutach rozmowy chłopak zaproponował mi spotkanie w parku niedaleko mojej stancji, zgodziłam się. Gdy tak z perspektywy czasu na to popatrzę sama sobie zaczynam się dziwić, że tak szybko podjęłam decyzję. Ubrałam się, zrobiłam sobie makijaż, zabrałam kupiony mi przez tatę gaz pieprzowy i poszłam na spotkanie, tak naprawdę z moim przeznaczeniem…



Umówiliśmy się w parku Tołpy, niedaleko budynku Politechniki Wrocławskiej. Idąc tam  pomyślałam, że jeśli facet okaże się dziwny będę miała niedaleko do domu, a jeśli będzie podobny do znanych mi studentów Politechniki po prostu pójdę dalej nie zatrzymując się. Oczywiście większość czytających może pomyśleć że jestem bezduszna i, że przecież liczy się to co ktoś ma w głowie, ale moje drogie kobitki musimy w końcu przyznać, że tak jak faceci jesteśmy wzrokowcami. Czasem zastanawiam się, czy przypadkiem kobiety nie są bardziej okrutne niż mężczyźni jeśli chodzi o ocenę płci przeciwnej. Wracając do tematu poszłam na to spotkanie, gdy go zobaczyłam nie było motyli w brzuchu, fajerwerków, nie ugięły mi się też kolana, ale to właśnie wtedy 16.04.2011 spotkałam swoje przeznaczenie i poszłam z nim na spacer wokół parku...



Prywatnie 2011-08-26

Po pierwsze powinnam teraz robić tysiące innych i ważniejszych rzeczy, ale jakoś nie mogę się zebrać. Wszystko jest nie tak jak bym chciała, chociaż tak naprawdę nie wiem czego bym chciała:-)Jest On i jestem Ja, ale nie do końca jestem przekonana czy istniejemy My. Tak dawno nie byłam w poważnym i udanym związku, że już zapomniałam jak to wszystko powinno wyglądać. Z jednej strony zawsze byłam wściekła na swoich partnerów, że nie chcą rozmawiać o problemach, teraz ja jestem stroną która wolałaby wzystko przemilczeć. Chyba boję się tego, że coś może pójść nie tak, że się pokłócimy i to wszystko się skończy. Nie boję się samotności, pamiętam, że dobrze mi było samej, ale chyba się w nim zakochałam i dlatego nie chcę żeby zniknął z mojego życia. Problem pojawia się w momencie kiedy zaczynam się zastanawiać czy on też żałowałby gdybym znikła z jego świata...


Króliczek 2011-08-08

Tak sobie przeglądałam teraz wasze blogi i trochę jest mi wstyd, bo ja naprawdę bardzo mało piszę:)Może taki codzienny(albo chociaż częstszy kontakt z wami), jakoś to wszystko by mi ułatwił. Nie mogę powiedzieć, że mam jakieś wielkie problemy, bo są większę, że czasem mam chandrę i muszę sobie w ciszy popłakać, bo ludzie mają gorsze powody do płaczu, ale przecież czasem warto posłuchać rady kogoś kto nas nie zna, kto ocenia tylko nasze słowa, a nie całą resztę.


Ogarnia was czasem takie uczucie, że życie przelatuje wam przez palce,że to wszystko jest trochę bez sensu? Praca, studia, dom, chwilka z nim i w kółko to samo...i tak bez przerwy.Całe życie gonimy za czymś tak mało realnym jak ten króliczek Alicji z Krainy Czarów. Niby wiemy za czym biegniemy, ale już po co to nie do końca wiadomo. Pragniemy coraz więcej "mieć", bo wszyscy "to" już mają. Przystajemy czasem na chwilę i patrzymy jak to nasze życie mknie gdzieś obok nas i wtedy zauważamy, że wszyscy stali się jacyś starsi i bardziej obcy.Ale znowu zaczynamy biec, bo przecież musimy, aż wkońcu brakuje nam sił, bo nikogo już koło nas nie ma a my jakoś dziwnie się postarzeliśmy.  


Bardzo się tego boję, że przegapie coś ważnego w tym moim biegu, że stracę coś czego już nie będę w stanie odzyskać. A najgorsze jest to, że może już coś ważnego mnie omineło. Może jedna inna decyzja, a moje życie byłoby zupełnie inne? Poznałabym innych ludzi, co innego byłoby "najważniejsze". A co teraz jest ważne?


Dawno, dawno temu... 2011-08-08

Dawno, dawno temu..., a faktycznie to nie tak się zaczeło. Sami jednak musicie przyznać, że najczęściej tak rozpoczynają się wszystkie piękne opowieści z dobrym zakończeniem. Powiedzcie mi tylko skąd wiadomo czy to szczęśliwe zakończenie wogule się pojawi? Czy cały czar nie pryśnie na jakiejś klatce schodowej, lub, co w naszych czasach jest bardziej oczywiste,po przeczytaniu sms-a od ewentualnego księcia?


Jakoś ostatnio nie mogę oderwać się od bajecznej sceneri za co przepraszam-zaczynam być chyba monotematyczna. Wracając jednak do utraconego wątku, skąd do licha te wszystkie kobiety wychodzące za mąż, wiedzą, że ich bajka zakończy się "I żyli długo i szczęśliwie"? W czasach, w których połowa małżeństw kończy się rozwodami, nie wierzę, że ta kobieta w białej sukni prowadzona do ołtarza przez tate, nie zastanawia się przez chwilkę jak to wszystko się skończy. Może to błąd, że w Polsce para młoda do kościoła przyjeżdza razem-gdyby przyjeżdzali osobno, każde z nich miałoby jeszcze chwilę na zastanowienie.


Kiedy ktoś mówi, że nas kocha, a my czujemy te słynne motylki w brzuchu, to prawdopodobnie najpiękniejsze uczucie w życiu, na które nawet całe życie warto czekać. Stajesz się najważniejszą osobą w czyimś życiu, czujesz się jak anioł, któremu dane jest polecieć do gwiazd. Pamiętaj jednak, że czym wyżej polecisz tym dłużej będziesz też spadać, a upadek może być boleśniejszy niż ci się może wydawać. Kiedy, więc następnym razem ktoś ci powie, że jesteś całym jego światem, zanim odfruniesz z nim do gwiazd(czego ci z całego serca życze),sprawdz czy przypadkiem ten Ktoś nie chce przysłonić Ci twojego świata i przynajmniej na początku zabieraj ze sobą spadochron-upadek i tak będzie bolał, ale chociaż przeżyjesz.


Wiem, że z moich wpisów może wynikać, że jestem przeciwniczką małżeństw, ale to nie prawda, marzy mi się biała suknia, welon i wesele do rana, ale chciałabym także wspominać to wydarzenie do końca życia, a nie jak najszybciej o nim zapomnieć, ponieważ będzie mi przypominać bolesny rozwód.


Abra,Cadabra... 2011-04-14

Chciałabym magiczną księgę, z magicznymi zaklęciami, po których świat stawałby się prosty. Nikt nie pytałby daczego?po co?czy napewno?Mogłabym ułożyć zaklecie, po którym ja nie zadawałabym ich sobie.


Chorobą XXI wieku jest zadawanie pytań,często zbędnych i na wyrost, próba predykcji wszystkiego co spotka nas w życiu. Dlaczego nie możemy poprostu zapomnieć się na chwilkę, wykrzyczeć:"Niech się dzieje co chcę, przecież jestem szczęśliwa!!"Dlaczego zawsze potem nasuwa się :"Ale jak długo tak zostanie?"Nie sądzę, aby była to jedynie domena kobiet, raczej skłaniałabym się do teori ogólnorasowej(czyli wliczyłabym do moich rozważań płeć przeciwną).


Prawdą jest chyba, że tak naprawdę boimy się byś szczęśliwy, obawiamy się przewrotności Fortuny. Każdy z nas słyszał, że przecież w życiu panuje równowaga,że nie można odnosić sukcesów, w każdej dziedzinie życia, a jeśli już tak się dzieje, możemy spodziewać się katastrofy w najbliższej przyszłości. Nie wydaję się wam to trochę sprzeczne z ogólnie panującą zasadą, że to my kierujemy swoim życiem?Czy nie jest przypadkiem tak, że niecelowo, jednak efektywnie unikamy kolejnych szans na bycie szczęśliwym?Może, więc kiedy następnym razem na horyzącie pojawi się taka szansa, przymknijcie na chwilę oczy wypowiedzcie: "abra cadabra!" i choć na chwilę przestańcie być tacy odpowiedzialni i przewidujący, na to zawsze przyjdzie jeszcze czas.


Co by było gdyby... 2011-02-27

Co by było gdyby w czasie tego "długo i szczęśliwie" nasz książe z baki okazał się realny i nieprzereklamowany?Od tego muszę zacząć ponieważ dałyście mi do myślenia waszymi ostatnimi komentarzami. Dużo pisałyście o tym, że przecież samej jest źle, że choć to mało prawdopodobne zdarzają się idealne związki z idealnymi partnerami. Problem w tym, iż ja wcale nie sądzę, że to nieprawda i szczerzę mówiąc zazdroszczę kobietom, które miały to szczęście i spotały na swojej drodze togo odpowiedniego. Ja chciałam zwrócić waszą uwagę na fakt, że poszukiwanie, czy jak niektórzy wolą oczekiwanie na tego "księcia" często staje się naszym jedynym celem. A przecież w życiu jest tyle do zobaczenia, do zrobienia, do przeżycia(jak kolwiek banalnie to nie brzmi).Więc może zamiast skupiać się na poznawaniu kolejnych facetów skupmy się na dobrym poznaniu samej siebie?


Nie Taka Znowu Bajka 2011-01-01

Nie zamierzam pisać o postanowieniach noworocznych czy o przemijającym czasie, ponieważ mam dziwne przeczucie, że ukaże się wiele wpisów na te, lub podobne tematy. Zacznę jednak od sylwestra, ponieważ przynajmniej dla mnie był on czasem do zastanowienia.Spróbujcie przypomnieć sobie co dokładnie pomyśleliście kiedy wybiła północ,chyba nie powinno być to trudne zważywszy, że to niedawne wydarzenie. Ja o północy-przez ułamek sekundy pomiędzy wystrzeleniem korków od szampana,a złożeniem pierwszych noworocznych życzeń, rozglądnełam się dookoła, i popatrzyłam na twarze ludzi, i okropnie żałowałam, że nie wiedziałam o czym wtedy myśleli. Ja pomyślałam o tym, że niestety nic się nie zmieniło, prócz daty w kalendarzu. A dzisiaj,kiedy bombelki od szampana już wyparowały, a ja leżała w wannie, zaczełam zastanawiać się czego tak naprawdę chcę, czego my wszystkie chcemy.Przez całe dorosłe życie uganiamy się za nierealnymi marzeniami, nieistniejącmi facetami oraz złudnym szczęściem.Wychowane na bajkach tj Kopciuszek czy, Śnieżka, czekamy,aż wkońcu zjawi się ten książe na białym koniu i nas uratuje.Tylko przed czym on nas ma ratować?Przed beztroskim życiem, nauką samowystarczalności, czy kupowaniem kolejnej bezużytecznej rzeczy, która sprawia nam radość?I przede wszystkim co dostajemy w zamian?Jak wygląda życie w czasie tego "długo i szczęśliwie", kiedy już rozjadą się goście weselni, piękna biała suknia zawiśnie w szfie(lub wróci do wypożyczalni)?Nie chcę tu szerzyć feministycznych mądrości, ponieważ zapewne zdarzają się szczęśliwie zakończenia, ale jak często?Czy naprawdę warto gonić za czymś tak samo prawdopodobnym jak wygrana w totolotka?Może zamiast usilnych prób znalezienia "księcia" skupić się na samej sobie? A więc bez różnicy czy jesteście w "szczęśliwych"(to pojęcie względne, nie zupełne, a już napewno nie trwałe) związkach, czy narazie szukacie drugiej połówki, życze wam, abyście w tym roku dowiedziały się czegoś o sobie, przypomniały sobie o czym dawno kiedyś marzyłyście i zastanowiły się dlaczego zaczełyście pragnąć czegoś innego.


e-blogi.pl
  e-blogi.pl  [Załóż blog!] rssSubskrybuj blogi
[Zamknij reklamy]